środa, 17 lipca 2013

Rozdział 25.

Odwróciłam i ujrzałam te piękne niebieskie tęczówki. Patrzała na mnie, ale nie wiem co w jego oczach było, czy strach, smutek, a może żal? Nie mam pojęcia, dzisiaj były nie do rozszyfrowania.
-Co chcesz? -w końcu przerwałam tę ciszę, bo mam samolot.
-Chcę Cię prosić, żebyś ze mną porozmawiała, muszę Ci coś powiedzieć, to ważne.
-Przepraszam Niall, ale mam samolot, zadzwoń do mnie, okej?
-No ale..
-Proszę, teraz muszę iść. -pocałowałam go w policzek i podbiegłam szybko do rodziców. Szybka odprawa i do samolotu. (nie wiem czy tak to idzie, bo nigdy nie latałam :O)
  Zajęłam swoje miejsce i włączyłam muzykę, próbowałam nie spać, dręczyła mnie myśl, o co chodziło Niallowi, ale jednak nic nie przychodziło mi do głowy, więc zasnęłam.
Nie spałam długo, bo moja mamusia kochana, musiała mnie obudzić. Ściągnęłam słuchawki i zapytałam:
-O co chodzi? Przecież śpię...
-Chciałam zapytać, czy chcesz wejść na laptopa? Bo mam włączony.
-Serio? O to tyle szumu?... No ale niech bedzie.
I tak już nie mogłam spać, więc zalogowałam się na tt i dodałam wpis.
"No to czas wracać do domu ;c Będę tęsknić :*" przy zamieściłam również zdjęcie:
Później jeszcze przejrzałam jakieś strony i przy muzyce znowu zasnęłam.
     Obudziła mnie mama, dopiero kiedy lądowaliśmy. Raz dwa i byliśmy w Polsce, w Gdańsku.
          Po 5 minutach jazdy znaleźliśmy się pod naszym domem. Weszłam do niego i rozejrzałam się w około. Nic się nie zmieniło, każdy, nawet najmniejszy szczegół, leżał na swoim miejscu. No w końcu rodziców też tu nie było...
          Wraz z walizką wczołgałam się jakoś na górę. Poszłam do swojego pokoju. Gdy tylko otworzyłam drzwi poczułam piękny zapach, którego tak mi brakowało. Nie chodzi o żaden jakiś zapach konkretny, chodzi o zapach który zawsze jest w moim pokoju, w pokoju w którym przed wakacjami, wszystkie lata w nim spędzałam. Znałam go na pamięć. Wszystko co się w nim znajdowało, było moją małą tajemnicą. Jeden wielki zeszyt, w którym opisywałam każdy mój dzień w szkole, przez 3 lata. Nie było tam nic szczególnego, no bo co miało być? Opisane lekcje, na których zawsze siedziałam cicho, bo słowo, jakiekolwiek przez mnie wypowiedziane, zostawało wykorzystane przeciwko mnie. Jest w nim dużo opisów, kiedy to dziewczyny z mojej klasy mnie obrażały i poniżały. Sama teraz mogę siebie samej zapytać, jak ja tam wytrzymywałam? Dlaczego nie chciałam iśc do innej szkoły? Może w innej czułabym się lepiej? Nie dręczono by mnie?
Ja znam odpowiedź na to pytanie. Po prostu za szybko przywiązuję się do różnych rzeczy. Tak jak przywiązałam się do tej szkoły…nie chciałam się z niej przenieść, mimo tego co mnie w niej spotkało. Tak jest i teraz z chłopakami. Przywiązałam się do nich, do Ariany, do babci, do wujka. Trudno było mi się z nimi rozstać. Jest tylko jedno pocieszenie „Jeszcze kiedyś ich zobaczysz” –powtarzam je sobie w myślach na okrągło, bo gdybym uświadomiła sobie że widziałam ich po raz ostatni, na pewno wybuchłam bym płaczem. Taka jestem. Może i czasem wredna, jednak nie przypominam sobie takich sytuacji, ale w głębi serca jestem miłą, czułą osobą. Bardzo delikatną, którą można szybko zranić. Jedno małe, głupie, niepotrzebne słowo, doprowadza mnie do stanu, jakiego nikt nie mógłby sobie wyobrazić. Nikt nie spodziewał by się że po jednej głupiej docince, jednym głupim komentarzu, ja płaczę jak małe dziecko. Mam najróżniejsze myśli. Zastanawiam się po co tu jestem. Nie, nie myślę o samobójstwie, bo tego bym nigdy nie zrobiła, ale zastanawiam się, dlaczego ja tu jestem? Kto mnie potrzebuje? Po co ja przyszłam na świat? By inni mieli popychadło?
Taka jest, a raczej była moja teoria o moim życiu. Teraz kiedy spotkałam chłopaków, moje życie zmieniło się na dobre. Oni je odmienili. Teraz na pewno nikt nie będzie mnie obrażał w szkole, a raczej będę chcieli się ze mną „zaprzyjaźnić” ale dlaczego? By spotkać chłopaków. Takich przyjaźni ja nienawidzę. Nienawidzę ludzi którzy myślą tylko o sobie. Robią wszystko by to im żyło się lepiej, żeby to oni mieli fajne, miłe życie. Nie myślą o innych. A w szczególności kiedy obrażają innych. Chcą być bardziej sławni czy dorośli? Obrażając innych, poniżając ich, to pokazują tylko i wyłącznie jacy są głupi, jak bardzo chcą być lubiani. Ale nie zawsze żeby być lubianym trzeba poniżać innych…jest wiele rzeczy na osiągnięcie tego czego się pragnie. Naprawdę wiele. Ale my ludzie tego nie dostrzegamy… I to jest najgorsze.
   Ściągnęłam czapkę z głowy i rzuciłam ją na łóżko, walizkę postawiłam w samym koncie moje pokoju i podeszłam do biurka. Otworzyłam zeszyt który znajdował się na samej górze, otworzyłam go na pierwszej lepszej stronie i zaczęłam czytać, chciałam zobaczyć jak moje życie wyglądało zanim poznałam chłopaków, a jak będzie wyglądać teraz.
„Kolejny dzień dręczenia, był dzisiaj. To co te dziewczyny robiły na wf-ach i nazywały żartami jest nie do wyobrażenia. Nie chcę opisać całej tej sytuacji, bo nie chcę znowu płakać, ale ściśle pisząc, to zrobiły mi taki „żart” że w szkole ubaw ze mnę będą mieli do końca życia.”
To tylko kawałek który przeczytałam, bo dokładnie wiedziałam co będzie dalej. Co się w tamten dzień działo. Teraz, dzisiaj, tylko się uśmiechnęłam po przeczytaniu i zrozumiałam że od września zaczynam nowe, lepsze życie. Może ono zaczęło się tuż na początku wakacji, nie wiem, wiem że na pewno zacznie się od nowego roku szkolnego.
       Poszłam się przebrać, bo moje ciuchy były całe przepocone. Po długim locie nie mogłam się spodziewać niczego innego.
Kiedy już byłam gotowa, usiadłam na łóżku i na kolona położyłam laptopa. Odpaliłam go i zrobiłam sobie zdjęcie, które wstawiłam na tt, z dopiskiem: „Już w domu, trochę się stęskniłam, ale za wami i tak będę tęskniła bardziej. Kocham was <3”

 Oznaczyłam też chłopaków i Arianę, po czym zamknęłam laptopa. Miałam ochotę na spacer, więc założyłam buty i jakoś bluzę, po czym wyszłam z domu.
Poszłam do parku, do którego zawsze przychodziłam po złym dniu w szkole. Czyli prawie codziennie. Zawsze siadałam pod jednym z drzew i zastanawiałam się nad swoim życiem lub czytałam książkę. Czytanie zawsze mnie uspokajało. Było jednym z moich ulubionych zajęć, bo innych nie miałam. Wyjście z przyjaciółmi, nie było możliwe, bo nie miałam ich. Więc przeczytane miałam chyba całą bibliotekę…. Takie było moje życie, teraz mam nadzieję że nie będę musiała tego robić. Mam nadzieję że znajdę osoby, które naprawdę polubię i będę mogła z nimi robić najwspanialsze rzeczy.
6 przyjaciół już mam, ale nie ma ich tu, nie ma ich w Polsce. Są za granicą, więc we wrześniu czeka mnie mega zadanie. Muszę znaleźć sobie osoby, które będę mnie lubiły, nie za to że znam chłopaków, ale za to jaka jestem. W końcu może ktoś mnie pozna, a nie będzie szedł za głosem innych. Jedna osoba powiedziała że jestem głupią, brzydką kujonką. I tak zostało. Jedna chwila, jeden moment zadziałał na moje kilka lat…
     Wreszcie wstałam spod drzewa i ruszyłam w kierunku domu. Szłam, wpatrując się cały czas w ziemię, aż nagle nie zauważyłam i wpadłam w kogoś. Podniosłam wzrok do góry i ujrzałam go. Najładniejszego chłopaka w szkole. Szybko go przeprosiłam i chciałam iść dalej, ale on mnie zatrzymał i powiedział:
-To ja Cię przepraszam, też się zagapiłem. Może pójdziemy na ciastko, albo coś?
-Nie, dziękuję, śpieszę się do domu –rzuciłam w jego stronę uśmiech i poszłam dalej. Aż w końcu znalazłam się w domu. Buty ściągnęłam zaraz przy drzwiach i poszłam na górę. Weszłam do łazienki i ściągnęłam ubrania. Po czym weszłam do gorącej wody. Wyluzowałam się trochę, bo od czasu wpadnięcia w niego. Dziwnie się czułam. Niby nic nie zrobiłam, a czułam się jakbym zdradziła Zayna…
  Wyszłam z wanny i od razu ubrałam się w piżamę. Wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki.
Zeszłam na dół, by zrobić sobie jakieś jedzenie. Ponieważ byłam głodna jak i śpiąca, zrobiłam płatki, które szybko zjadłam i wróciłam do pokoju. Położyłam się spać, i bardzo szybko usnęłam.
Jednak śnił mi się koszmar:
„Biegnę ulicą, a za mną ona…
Jej włosy latają na wszystkie strony,
Przez co wydaje się jeszcze bardziej straszna…
Wokół mnie nie ma nikogo, tylko ja i ona…
Aż w końcu nie mam siły, łapie mnie…
A w ręce trzyma nóż…
Łapie mnie za włosy i robi nożem kreskę na szyi…
Krew jest w wszędzie…
Ostatnie co widzę, to ją…ucieka”
Obudziłam się ze łzami w oczach, szybko poszłam do łazienki i oblałam twarz wodą, by się uspokoić. Od czasu wyjazdu, już nie jest tak jak było. Dziwnie się czuję. I nie wiem dlaczego. Najpierw widzę jakąś dziewczynkę, a teraz mi się śni… to teraz będzie mój koszmar?
____________________________________
No to jest taki, tam rozdzialik. :D Mam nadzieję że was nie zawiodłam tym, że on jej nie zatrzymał? To byłoby zbyt proste jakby teraz byli razem, przepraszam J W sowim czasie dowiecie się więcej, będzie lepiej :D
Zagłębiłam was trochę w jej historię ze szkołą, jak tam było. Jak ona się czuła. Myślę że lepiej jest teraz porównać jak było a jak jest, prawda? J
Mam nadzieję że skomentujecie, bo kiedy przeczytałam tamte pod tamtym rozdziałem, bardzo się ucieszyłam. Tyle miłych słów, naprawdę dziękuję za nie :* Jesteście najlepsi :*
     PS. Chciałam zauważyć że rozdział dodałam bardzo, bardzo szybko i mam nadzieję że to docenicie J :**

               Do następnego :**

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 24.

Obudziłam się o 10. Oczywiście przetarłam oczy i wyczołgałam się z łóżka. Wyszłam jednak na balkon i zaciągnęłam się świeżym powietrzem. Słońce raziło mnie po oczach. Dookoła była totalna cisza. Mogłabym tak stać wiecznie. Zapomniałam o wszelkich kłopotach. I wtedy pierwszy raz pomyślałam o czymś niedorzecznym. Pomyślałam o samobójstwie. Nie wiem dlaczego, ale zastanawiało mnie jak wygląda świat po śmierci. Jakie to uczucie. Jednak wiem że jestem tchórzem i nie zrobiłabym czegoś takiego. Bym nigdy nie wyrządziła takiej krzywdy osobom które kocham. Teraz pierwszy raz od dłuższego czasu pomyślałam o rodzicach, jak o rodzicach. A nie jak o osobach, które mnie nie kochają i ważniejsza jest dla nich praca. Z moimi przecież tak było. Skupiali się na karierze, na pracy, a nie na mnie. Widzicie przecież sami, że wylądowałam w Londynie, u babci, dlaczego? No właśnie, dlaczego. Dlatego że to moi rodzice mnie wu wysłali, żeby wyjechać za granicę. Nie zabrali mnie tam ze sobą. Może to ja ich nie doceniam. Może to oni wiedzą co jest dla mnie ważniejsze. Nie wiem. Jestem za młoda. Nie wiem wielu rzeczy. Popełniam błędy. Po prostu nie jestem idealna i nigdy nie będę.
Dlatego zastanawiam się dlaczego Niall mnie kocha? Jest wspaniałym chłopakiem. On zasługuje na kogoś lepszego niż ja. Wiem, że dziwnie to brzmi, ale taka jest prawda. Zayn? On jest całkiem inny. Nie jest taki czuły jak Niall. On udowodnił, że nie można mu ufać bezgranicznie. Nie pokazał się z jak najlepszej strony, ale to nie zmienia faktu że go kocham. Nie jest idealny i jak dla mnie nie musi być. A Niall jest. Można to łatwo i szybko odkryć. Można pobyć z nim jeden dzień i już się czuje że zna się go całe życie. Życzę mu jak najlepiej w życiu…
No więc, wracając do rzeczywistości, nadal stałam na balkonie, a wiatr rozwiewał moje kosmyki włosów na wszystkie strony. Ostatni raz obejrzałam się dookoła i popatrzałam po okolicy. Moją uwagę przykuła, pewna osoba w oknie. Ten dom stał, po lewej od domu chłopaków. Stała tam dziewczynka. Jej spojrzenie co najmniej mnie przerażało. Mroziła tym swoim spojrzeniem. Mimo że byłam dość daleko od niej to i tak, widziałam jak bacznie mi się przygląda. Nie miała uśmiechu, przez co wyglądała jeszcze straszniej. W pewnej chwili podniosła kartkę. Musiałam mocno wytężyć wzrok, żeby zobaczyć co na niej pisze. Przeczytałam coś, co mnie zdziwiło. Przeczytałam je parę razy, bo nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Wiedzę dziewczynkę pierwszy raz na oczy, a tu takie coś.
„Nie okłamuj sama siebie” Ale jak ja siebie okłamuję? Skąd to dziecko wie o mnie? Jestem pewna że chodzi o moje uczucia. Bałam się tej dziewczynki. Zamknęłam na chwilę oczy, sądziłam że może się przewidziałam, że może to co widzę to po prostu jakieś urojenia? Otworzyłam oczy, a jej nie było. Spojrzałam w okno Nialla. Stał tam. Czy to jakiś znak? Co się ze  mną dzieję? Czy to jakieś zwidy?
Patrzałam na blondyna. W jego oczach widziałam smutek. Bacznie mi się przyglądał. Ale po chwili odszedł od okna. Ja zrobiłam  to samo i wróciłam do pomieszczenia. Zamknęłam drzwi balkonowe i zanim zasłoniłam firaną, spojrzałam w okno w którym widziałam dziecko. Nic tam jednak nie zobaczyłam, więc odsunęłam się i usiadłam na łóżko. Przez chwilę siedziałam cała roztrzęsiona. Nie wiedziałam sama czy tam widziałam prawdziwego człowieka, czy to tylko moja wyobraźnia.
Jedna nie chciałam się tym zadręczać, więc podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ubrania. Poszłam do łazienki i tam się w nie przebrałam. Zrobiłam makijaż, a włosy jedynie związałam w niechlujnego koka. Byłam gotowa, więc zeszłam na dół. I tam w kuchni zastałam już rodziców. Przywitałam się z nimi i zabrałam się za robienie śniadania. Postawiłam na tosty, które miałam raz dwa zrobione tak jak i zjedzone. Podpytałam też rodziców o której mają zamiar wyjeżdżać i na całe szczęście oznajmili że wieczorem. Pobiegłam na górę i wzięłam do ręki telefon. Zadzwoniłam po Arianę. Miałam „plan”. Bo chciałam spędzić ten czas z przyjaciółmi i chłopakiem. Więc jak blondyna tylko przyszła od razu poszłyśmy do chłopaków. Zapukałam w drzwi, w których już po chwili stanął Zayn. Przywitał mnie całusem i wpuścił do środka. Ściągnęłyśmy buty i oczywiście weszłyśmy do salonu. Chłopaki siedzieli na kanapie, nawet Niall. Cieszyłam się że dzisiaj wyszedł z pokoju, pewnie dlatego że nie spodziewał się że mnie tu dzisiaj zastanie. Każdy z chłopaków wstał (oprócz oczywiście Nialla) żeby się przywitać? Nie, sądzę że oni myślą że ja już jadę i przyszłam się pożegnać. Każdy mnie przytulał i przytulał, a ja wybuchłam śmiechem.
-Z czego się śmiejesz? –zapytał zdezorientowany Lou.
-Z was.
-Cieszysz się że ostatni raz nas widzisz, tak? –podejrzenia podał też Harry
-Nie, bo ja przyszłam żeby spędzić z wami czas, a wy mnie żegnacie. Jadę dopiero wieczorem
-No przecież! –Harry zaczął udawać że od początku wiedział o co chodzi. A przecież tak nie było!
Ja tylko pokiwałam głową i usiadłam na łóżku. Jednak z drugiej strony niż był Niall.
-To co robimy?
-Może obejrzymy film?
-Przecież to jest oklepane..
-Ale fajne. Oglądamy film! –wykrzyknął Lou i już był przy telewizorze. Wybrał jakąś komedię, więc na pewno będzie śmiesznie.
No i tak było. Oglądnęliśmy ten film a po nim jeszcze przez 20 minut się śmialiśmy. Brzuch mnie strasznie bolał. Cieszyłam się że Niall też się śmiał. Nie był taki poważny, jak przed filmem. Rozluźnił się…
Po filmie, kiedy już każdy się uspokoił, chłopaki zaproponowali wyjście do Nando`s. Zgodziłam się, no bo i tak nie miałam nic innego do roboty, a te ostatnie godziny chciałam spędzić z przyjaciółmi.
Chłopaki chcieli zamówić taksówkę, ale się nie zgodziłam, no bo po co taksówka, jak możemy się przejść, prawda? Nie mieli innego wyboru, więc się zgodzili. Chwilkę tylko na nich czekałyśmy, bo musieli się przebrać, mimo że wyglądali naprawdę ładnie.
Oczywiście najdłużej czekaliśmy na Zayna, ponieważ musiał zrobić fryzurę. Chłopcy byli źli, bo to oni codziennie na niego czekają godzinami, ale mi to nie przeszkadzało, raz mnie nie zbawi. Zauważyłam też że Niall nie jest na Zayna zły, sami wiecie o co. Zachowuje się w stosunku do niego normalnie. Ale może to tylko przykrywka? Może w głębi serca, jest na niego zły? Nie wiem, wiem tylko tyle że nie zmienił się zachowaniem w stosunku do Zayna.
      W końcu zjedliśmy ostatni kawałek i popiliśmy colą. Byłam strasznie najedzona, nie mogłam się prawie ruszać. Czułam że mój brzuch się powiększył.
Chłopaki chcieli iść, ale ja cały czas stawiałam opory, no ale w końcu musiałam ulec. Jednak miałam plan, poprosiłam Zayna by wziął mnie na „barana”. Zrobił to z chęcią. Nie sądziłam że jest taki naiwny, no ale i tak go kocham.
Mniej więcej o 15 byliśmy w domu. Ja postanowiłam już wrócić do rodziców, ponieważ nie wiem o której chcą dokładnie jechać. A więc pożegnałam się z każdym. Tak podeszłam też do Nialla. Nie wiem czy chciał, czy też nie, ja chciałam, przytuliłam go bardzo mocno i trzymałam w objęciach chyba najdłużej. Nie przeszkadzał mi fakt czy chłopaki patrzą, czy jest tam Zayn i czy będzie zazdrosny. Teraz liczył się blondyn. Wiedziałam że już mogę go wcale nie zobaczyć. To było trudne, ale w końcu puściłam go i opuściłam dom. Zayn odprowadził mnie pod same drzwi i pożegnał namiętnym pocałunkiem.
Przed domem pożegnałam się również z Arianą. Wiedziałam że jak na razie, na czas nieokreślony, widzimy się ostatni raz. Oczywiście też poleciały mi pare łez. Trudno jest się z nią teraz rozstać, ale myśl że jeszcze kiedyś ją zobaczę podnosi mnie na duchu.
-Do zobaczenia w krótce –wypaliłam jeszcze, kiedy stałam już przy drzwiach. Ostatni raz na nią spojrzałam i zniknęłam w głębi domu. Rodzice wraz z babcią siedzieli już w salonie. Rodzice mi oznajmili że za dwie godziny wyjeżdżamy z domu babci. Więc poszłam na górę, wzięłam walizkę i torebkę i zeszłam na dół. Rzeczy pozostawiłam przy drzwiach i wróciłam tam gdzie byłam. Nałożyłam na szyję słuchawki i odpaliłam laptopa, do którego później podłączyłam moje słuchawki.
Minęły prawie 2 godziny, więc wyłączyłam laptopa i odłożyłam go na biurko. Nie zabierałam go do domu, ponieważ tam mam drugi…
Na głowę założyłam fullcapa i zeszłam na dół. Rodzice też już byli, pożegnałam się z babcią, przy czym poleciały też łzy. Później wsiadłam z rodzicami w taksówkę i pojechaliśmy na lotnisko. Nie odzywałam się do nich, byłam na nich trochę zła, ponieważ chciałam tu zostać do końca wakacji, no ale cóż, stało się, nie mogę też gniewać się cały czas. Patrzałam cały czas w okno, a w pewnym momencie zaczęło padać. Przyglądałam się kroplom spływającym po szybie.
Po 20 minutach jazdy znaleźliśmy się na lotnisku. Szybko tam weszliśmy żeby nie zmoknąć. Od razu udaliśmy się na odprawę, lecz zanim tam doszłam, poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę i obrana w swoją stronę. Zauważyłam …
 _________________________________________
No i jest następny, taki beznadziejny, ale niech jest. :D Czy wy też uważacie że taki dziwny wyszedł? Pisałam bo pisałam, nie ważne co :D Ale mam jednak nadzieję że się spodoba :D
6 kom = nowy rozdział :)
Komentujcie, negatywnie czy też pozytywnie, to nie ma znaczenia xd Skomentujcie

PS. Rozdział nawet długi, nie? :D

czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 23.

Jak się obudziłam ledwo widziałam. Nie dość że po nocy płaczu, oczy całe czerwone, to jeszcze do tego wstałam bardzo szybko. A usnęłam kiedy? Pare razy po 2 godzinki. Byłam wykończona. Przetarłam oczy rękoma i spojrzałam na zegar. Była 8. Położyłam się na boku i patrzałam w coś co było przede mną. Nie skupiałam uwagi co, bo to bez różnicy. Nic ważnego w tym momencie. Jeszcze dwa tygodnie wakacji i wyjeżdżam. Byłam tu zaledwie miesiąc i trochę a tyle się tu działo. Tyle miłości. Teraz kiedy już wszystko, może nie do końca, ale prawie wszystko było dobrze, to znowu się schrzaniło. Zastanawia mnie jedno. Po co ja wspinam się na samą górę? Żeby potem spaść na sam dół? Tak jest w moim życiu. Coś zrobię dobrze, jest dobrze, a tu nagle coś, jedna mała głupia rzecz rozwali wszystko. Czemu to wszystko musi być takie trudne?
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej jakieś dresy i luźną koszulkę. Na to nałożyłam bluzę, a włosy związałam w niechlujnego koka. Nie robiłam makijażu. Nie potrzebuję, nie teraz, nie dzisiaj.
Przejrzałam się w lustrze, wyglądałam co najmniej jak bezdomny. No ale cóż. Szczerze? To teraz postanowiłam zrobić makijaż. Musiałam jakoś zatuszować te moje czerwone, podpuchnięte oczy. Może nie jakoś mocno, ale chociaż trochę!
Więc teraz, kiedy już byłam gotowa zeszłam na dół. Zastałam tam jak oczywiście zawsze babcię. Przywitałam się ze sztucznym uśmiechem, bo nie chciałam żeby cokolwiek podejrzewała. Nie chcę nikomu o tym mówić. Sama już nie wiem co mam zrobić. Przecież nie kocham Nialla w ten sam sposób co Zayna. Jest on w moim sercu, ale tylko jako przyjaciel.
Dobra, przestanę już się tym zadręczać. Sama nie wiem nic o swoim życiu. Zmienia się ono cały czas, ale myślę że za szybko. Przecież półtora miesiąca temu nie lubił mnie nikt oprócz rodziców. A dzisiaj? Pewnie więcej osób niż mogę sobie wyobrazić. To jest już coś. Z Zaynem też szybko zaczęłam chodzić. Może nie do końca wszystko przemyślałam. Jednak wiem czego chce od życia i będę do tego dążyć.
-Muszę Ci coś powiedzieć –z zamyślenia wyrwała mnie babcia, przestałam robić śniadanie i spojrzałam na nią.
-Tak?
-Jutro przyjeżdżają po Ciebie rodzice. Najprawdopodobniej już się nie zobaczymy w te wakacje. –WHAT? Ale jak to!? Przecież ja mam tyle spraw do przemyślenia. Jak z nimi później porozmawiam? Nie chcę się rozstawać z Arianą! Przecież niedawno ją poznałam! Nie chce wracać.
-Muszę wracać?
-Nie ode mnie to zależy. Musisz porozmawiać z rodzicami.
-Okej. –powiedziałam od niechcenia. Przecież oni nie mogą mi tego zrobić. Nie mogę wyjechać. Nie teraz.
     Po spożyciu posiłku poszłam do siebie na górę. Od razu wzięłam telefon do ręki i wystukałam numer od mamy. Usiadłam na łóżku po turecku i przyłożyłam telefon do ucha. W tym samym czasie nie wiadomo skąd, przyszedł Zayn. Usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem. Dałam mu buziaka, po czym zaczęłam rozmawiać z mamą która właśnie odebrała:
-Cześć mamo
-Cześć córeczko. Co jest? Coś się stało?
-No bo wiesz, babcia mi powiedziała że chcecie żebym już wróciła. I to jutro. A ja nie chcę wracać. Chcę tu zostać do końca wakacji.
-Przepraszamy, ale nie możesz. Mamy zarezerwowane bilety na jutro. Przylatujemy po ciebie i z tobą wracamy. Może i nie chcesz ale jestem pewna że jeszcze spotkasz się z babcią. Może w święta ?
-Naprawdę nie mogę zostać? –teraz już mówiłam prawie przez łzy. Już jedna spływała mi po policzku, ale to dopiero początek.
-No niestety, nie możesz.
-No dobra, paa. –powiedziałam, rozłączyłam i rzuciłam. Telefon się wyłączył, a ja wtuliłam się w tors Zayna i zaczęłam jeszcze bardziej szlochać. Jednak nie jakoś mocno, bo prawie wszystko wypłakałam w nocy.
-Kochanie nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
-Wracam do domu. Jutro.
-Jak to? Jutro?
-Tak, jutro. Rodzice sobie tak wymyślili. I co? Muszę. Ale obiecaj mi że się spotkamy. Kocham Cię..-patrzałam mu w oczy. Chciałam widzieć czy kłamie, czy mówi prawdę..
-Oczywiście że tak. Kocham Cię. –powiedział z uśmiechem i przetarł moje łzy, po czym mnie pocałował.
Oboje się położyliśmy na łóżku i urwał mi się film. Usnęłam.
          3 godzinki później
Obudziłam się jeszcze bardziej zmęczona, mimo że spałam. No ale każdy normalny człowiek tak ma, że po drzemce czuję się bardziej zmęczony, niż był przed. To normalka.
Obejrzałam się za siebie. Nie było tu Zayna. Wstałam więc i podeszłam do okna. Spojrzałam w okno Nialla. Było zasłonięte, co dziwne bo nigdy nie było. Smutno mi się zrobiło. Ale co ja mogę poradzić na to że go nie kocham? Przecież wie że traktuję go tylko jak przyjaciela. Takiego najlepszego, najbliższego mojemu sercu. Przecież nie mogę nic robić żeby uszczęśliwić siebie, Zayna i Nialla. Tak się nie da. Robię wszystko jak umiem najlepiej, a i tak wychodzę na tą najgorszą, prawda?
Tak prawda…
     Zeszłam na dół. Babcia oczywiście w kuchni, więc ja poszłam do salonu. Włączyłam sobie telewizor i znalazłam jakiś film. Oglądałam go gdzieś tak do 13:48. I akurat jak się skończył, zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. Oczywiście była to Ariana. Wpuściłam ją do środka i zaprowadziłam na górę. Opowiedziałam o wszystkim. Cieszę się że mogłam się komuś wygadać. Bo już się bałam że cała ta sytuacja zniszczy mnie od środka. Dziewczyna nie miała dla mnie żadnych rad, bo nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji. Jednak kiedy powiedziałam że wyjeżdżam, płakała. Z jednej strony nie cieszyła się że ją opuszczam, ale z drugiej powiedziała że to może czas na nowe życie? Bez  nich… Skoro mam z nimi tyle problemów. Chociaż ja tak nie uważam. Może trochę mamy kłopotów miłosnych, ale to chyba nie znaczy że mamy się rozstać, zapomnieć o sobie, prawda?
     Cały czas rozmawiałam z Arianą. Ciężko znosi to że muszę wyjechać. Może nawet się już nigdy nie spotkamy? Wszystko jest możliwe
-Obiecasz mi coś?
-A co?
-Że nigdy o mnie nie zapomnisz –powiedziała, a ja ją przytuliłam
-Oczywiście że nigdy o tobie nie zapomnę. To jak zapomnieć się umyć. –zaśmiałam się i poprawiłam jej tym humor. Oczywiście mi też się nie podoba, że muszę wyjeżdżać szybciej niż powinnam, ale cóż zrobić? Mogę tu przylecieć kiedyś. Na przykład święta możemy spędzić razem….
    Ari pomogła mi się spakować i już o 19 siedziałyśmy zmęczone na łóżku. Po 30 minutach Ariana poszła do siebie, i niespodziewanie przyszedł Louis z Liamem.
-Cześć chłopaki. Co chcecie? –zapytałam, bo byłam zdziwiona ich wizytą
-Cześć, chcieliśmy cię o coś poprosić.
-Tak, a o co?
-My wiemy ze Niall cię kocha, wiemy że ci powiedział, wiemy że ty kochasz Zayna a nie jego. Ale czy mogłabyś z nim porozmawiać? On nie wyszedł dzisiaj z pokoju. Nic nie jadł. Czy ty rozumiesz w jakim on jest stanie, skoro nie je?
-Ale co ja mam mu powiedzieć? Że co? Że go kocham? Mam tak powiedzieć żeby zaczął jeść? No sorry chłopaki ale nie mam pojęcia o czym mam z nim rozmawiać. Kocham go, ale jak przyjaciela. A jak znowu mu to powiem, to tym bardziej będzie zamknięty w sobie.
-No proszę.
Zastanawiałam się. No bo naprawdę nie mam pojęcia co mam mu powiedzieć. Chłopaki jednak nie czekali na moją decyzję, tylko Lou przerzucił mnie przez ramię i postawił dopiero pod drzwiami Horana. Wcisnął mi do rąk jedzenie i powiedział żebym chociaż dała mu jedzenie.
Zapukałam więc do drzwi, ale nikt nie otwierał i nawet nic nie mówił. Nacisnęłam więc na klamkę. Drzwi były otwarte, więc weszłam. W pokoju było strasznie ciemno, ledwo zauważyłam Horana na łóżku. Podeszłam bliżej. Na szafkę położyłam jedzenie i usiadłam na łóżku. Niall spał, więc nici z rozmowy. Wzięłam do ręki kartę i napisałam
„Cześć Niall. Wiem że Cię krzywdzę, a nie chcę tego. Ale nie bój się, jutro już mnie nie będzie. Wyjeżdżam do domu. I najprawdopodobniej już się nie zobaczymy. Może i lepiej? Najlepiej będzie jak o mnie zapomnisz, znajdziesz sobie kogoś na kogo zasługujesz. Jesteś wspaniałym chłopakiem, więc dziewczyn które chciały by cię poznać, nie brakuje. Proszę zrób to dla mnie i najlepiej o mnie zapomnij.
Smacznego kochanie :*
        Patrycja”
Tak napisałam na kartce. I położyłam ją koło jedzenia. Nie ukrywam że nie płakałam. Pisząc żeby osoba na której tak naprawdę Ci zależy w życiu, zapomniała o tobie, nie da się nie płakać.  Popatrzałam na blondyna jeszcze chwilę. Tak słodko wygląda jak śpi. Pocałowałam go w czoło i wyszłam z pokoju. Chłopaki podsłuchiwali, ale im się nie udało.
-I co?-zapytał Zayn który też do nich dołączył
-I nic. Śpi. Napisałam mu kartkę. A teraz idę do domu.
-Nie obejrzysz znami filmu? Przecież jutro już cię nie będzie.
-No okej. Ale jeden film.
         Oczami Nialla
Obudziłem się po krótkiej drzemce i sięgnąłem telefon z szafki by sprawdzić która godzina. Jednak zauważyłem że jest tam jedzenie i kartka. Podniosłem ją i zacząłem czytać.
Czyli wyjeżdża –pomyślałem kiedy już przeczytałem kartkę. Mam o niej zapomnieć? Jak? Przecież ją kocham…
Zjadłem zostawione przez nią jedzenie i zszedłem na dół. Było strasznie cicho, więc też poruszałem się cicho. Weszłem do salonu i tam ją zobaczyłem. Leciał jakiś film i wszyscy spali. Patrycja była wtulona w Louisa, a w nią Zayn. Aż mnie w gardle ścisnęło. Byłem zazdrosny, jednak jak zawsze jak ich razem widzę... Popatrzałem jeszcze chwilę, bo w końcu widzę ją ostatni raz i poszedłem na górę.
     Oczami Patrycji
Obudziłam się i spojrzałam na zegar. Była 22. Szybo wstałam i wróciłam do siebie. Umyłam się, ubrałam i położyłam spać.
_________________________________________________
Tadam! Jest kolejny rozdział. Mam nadzieję że wam się spodoba. J Myślę że w następnym trochę się w czasie przeniesiemy. J Ale jeszcze nwm do końca :D
I chciałabym podziękować za tyle wejść. Może nie każdy komentuje, nie wie m dlaczego, no ale wiem że dużo osób musi czytać, bo dużo wchodzi. J Dlatego dziękuję wam! Mimo że nie wiem czy tak naprawdę dużo was czyta, ale mogę się domyślać xd
A i nawet długi ten rozdział, cnie? xD

    Do następnego :*

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 22.


Obudziłam się równo o 9. Od razu zeszłam z łóżka i podeszłam do szafy z której wyciągnęłam niebieski, luźny t-shirt, który włożyłam w czarne shorty. I nogi nałożyłam tego samego koloru vansy i poszłam do łazienki. Tam umyłam zęby i zrobiłam lekki make-up. Gotowa zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, w której oczywiście zastałam babcię. Przywitałam się, a ta kazałam mi usiąść do stłou, po czym położyła przed mną talerz grzanek, życząc smacznego. Podziękowałam i zabrałam się za jedzenie.
   Po śniadaniu zafundowanym przez babunię, wzięłam w rękę telefon i zadzwoniłam po Arianę. Jakoś wolałam spędzić dzisiejszy dzień z przyjaciółką. Po  całej tej akcji z tą całą Perrie, nabrałam do Zayna trochę dystansu. Oczywiście dalej go kochałam, ale już trochę inaczej.
-Słucham? –z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciółki która właśnie odebrała telefon.
-Cześć, wyjdziemy gdzieś? Może jakieś małe zakupy? Co ty na to?
-Okej, ale pod jednym warunkiem
-Jakim?
-Przyjdziesz po mnie –czułam że dziewczyna się uśmiecha
-Okej, leniu
-To świetnie. Adres napiszę ci w sms-ie.
-Okej. Paa
-Raczej do zobaczenia –poprawiła mnie i się rozłączyła
Już po chwili dostałam adres i wiedziałam gdzie mam iść. Oznajmiłam babci że wychodzę i tak też zrobiłam, wcześniej pakując to torebki telefon i pieniądze.
    Szłam przez park, bo tamtędy prowadziła droga do jej domu. Aż nagle zauważyłam dobrze znaną mi osobę. To był Niall, z jaką dziewczyną. Śliczna brunetka, trzymała się bardzo blisko blondyna. To dziwne ale poczułam się zazdrosna. Mimo że mam chłopaka, którego kocham, czułam to. Ale może to nie dla tego że mi się podoba? Może to dlatego że teraz jak wszystko już jest dobrze, wyjaśniliśmy sobie pare spraw i mamy dla siebie czas, to on znajduje sobie dziewczynę? Przecież wiadomo że teraz to już kompletnie nie będziemy się widywać. Jednak zdaję sobie sprawę, że jestem jego przyjaciółką i powinnam cieszyć się jego szczęściem, ale nie ukrywam że jestem zła.
    Nareszcie doszłam do domu Ariany. Był on na końcu parku, całkiem daleko od centrum, można tak powiedzieć że na odludziu. Ten malutki domek, przypominał chatkę, jakiejś baby jagi. Przestraszyłam się,  że może trafiłam nie tam gdzie miałam? Jednak podeszłam do drzwi i zapukałam. Czekałam i czekałam. A ta chwila dłużyła mi się niezmiernie, aż w końcu ktoś otworzył. Nie ktoś, ale Ariana. Uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczyna wpuściła mnie do środka. Zdjęłam buty i poszłam w głąb domu. Znalazłam się w salonie? Jak można to małe pomieszczenie tak nazwać. Zastałam tam mamę Ari (będę tak pisać, bo nie chce mi się całego imienia xd) Przywitałam się z uśmiechem i w zamian otrzymałam to samo. Jej mama nie była jakoś nadzwyczajnie ubrana i widać było że jest to już starsza kobieta. Nie tak jak moja babcia, ale nie taka młoda jak moja mama. Nie sądziłam że Ari jest…biedna. Po jej ubiorze nie można było tego wywnioskować. Ale jest na tyle duża że sama może sobie na nie zapracowała, prawda? Znowu się zamyśliłam, więc Ari zaczęła mi klaskać przed twarzą
-Co jest? –zapytałam zdezorientowana
-Idziemy do mnie, muszę wziąć pieniądze.
-Okej –powiedziałam i poszłam za nią, wzdłuż długiego korytarza. W końcu byliśmy u niej. Pokój nie był nic większy od poprzedniego i nie był lepiej urządzony. Jakaś stara kanapa i stare meble. Az żal mi się zrobiło, kiedy na to patrzałam.
Dziewczyna podeszła do szafy i z samej góry, sięgnęła małą skarbonkę. W której, muszę przyznać, że było nawet dużo pieniędzy.
-To idziemy? –zapytała, gdy już miała wszystko schowane.
-Tak, tak – i znowu wyszłyśmy z jej pokoju, w korytarzu ubrałam buty, pożegnałam się z jej mamą i razem z Ari wyszłam z domu. Szłyśmy tą samą drogą. Opowiedziałam więc przyjaciółce, co widziałam jak szłam do niej. Ona zaś mi powiedziała, że dobrze że blondyn w koncu sobie kogoś znalazł. Powiedziała że będę miała więcej czasu dla Zayna. Jednak ja uważam że my dużo czasu ze sobą spędzamy i chyba nie musimy więcej. No ale…
    W końcu doszliśmy do galerii handlowej. Zaczęliśmy po kolei zwiedzać każdy sklep. Nie mogłyśmy się na nic zdecydować, tyle tego było. Więc te zakupy zajęły nam 3 godziny. Jednakże ja nie chciałam jeszcze wracać, to znowu zaczęłyśmy chodzić po tych samych sklepach, Tyle że szukałyśmy jakiś śmiesznych strojów, które później przymierzałyśmy i śmiałyśmy się jak głupie. To zajęło nam kolejne 2 godziny. Była zatem już 15. Postanowiłyśmy coś zjeść, więc poszłyśmy do jakiejś knajpki. Mimo sprzeciwów koleżanki, to ja i tak zapłaciłam za nas obie. Przecież ja mam pieniądze, i moich rodziców na to stać. Skoro dla pracy, zostawili mnie u babci, to niech pracują…
O 16 opuściliśmy galerię. Jednak poszłyśmy jeszcze do parku i kupiłyśmy sobie tam lody, które zjadłyśmy przy fontannie, w której się chlapałyśmy. Na szczęście nie było tam za duzo ludzi i nikt nas nie widział i nie nakablował.
O 17 poszłyśmy w drogę powrotną. I po 30 minutach dopiero znaleźliśmy się w domu Ariany. Mama niestety jej już z domu nie wypuściła. Wiec mnie przeprosiła, chociaż nie byłam zła i się pożegnałyśmy. Oczywiście zapraszała mnie do siebie, jednak ja nie chciałam zostać. Bo później bałabym się jeszcze bardziej wracać po ciemku, przez park. Teraz się bałam, a co dopiero później?
    Szłam i szłam, a droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Coraz bardziej się ściemniało, coraz mniej ludzi chodziło, a ja coraz bardziej się bałam.
Kiedy już prawie wychodziłam z parku, nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę. Stanęłam i prawie dostałam zawału. Patrzałam w jedno miejsce, a ten ktoś się nachylił i wyszeptał do ucha „cześć kochanie” Wtedy już wiedziałam kto to, odwróciłam się i pocałowałam Zayna w usta.
-Co ty tu robisz?
-Wracałem od kolegi, a ty?
-Od koleżanki –oboje się zaśmialiśmy i złączyliśmy nasze ręce. Oczywiście razem wróciliśmy do domu.
    Przed moim domem się pożegnaliśmy. Weszłam i ściągnęłam buty. Zakupy zaniosłam do pokoju i poszłam się wykompać, mimo że była młoda godzina. Kiedy wróciłam zeszłam na dół, z kuchni wzięłam coś do jedzenia i jak weszłam do pokoju, miałam gościa. Niall znowu wlazł przez otwarte okno.
-To że weszłeś raz i cię nie wygoniłam, to nie znaczy że możesz wchodzić ciągle –zaśmiałam się
-Ależ to właśnie to oznacza.
-Tak, oczywiście. To co Cię sprowadza?
-ty
-Ja? A dlaczego?
-Musimy porozmawiać
-O czym? Widziałam Cię dzisiaj w parku, z jakąś dziewczyną. O tym? Nie bój się, akceptuję ten związek, bo jesteśmy przyjaciółmi, cieszę się twoim szczęściem.
-O czym ty mówisz? Jaka dziewczyna?
-No to brunetka
-Ah ta.
-No tak, ta.
-To tylko fanka. Spotkałem ją i zaprosiła mnie do nando`s. Wiesz że nie mogłem odmówić.
-Czyli nie jesteście razem?
-Nie
-Aha. –zrobiło mi się głupio. Tak wybuchałam, zaczęłam o nich rozmawiać i wgl. Boże.. –To o czym, jak nie o tym, chciałeś rozmawiać?
-O nas
-Przecież nie ma żadnych nas. –nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Zresztą to nie wiedziałam nawet o co mu chodzi.
-Muszę ci coś powiedzieć
-No mów. –Niall wstał z łóżka i podszedł do mnie. Złapał mnie za ręce. Patrzałam w te jego piękne niebieskie tęczówki, które strasznie hipnotyzowały.
-Kocham Cię. –powiedział to tak szybko, że aż nie mogłam uwierzyć. Póściłam jego ręce i ze spuszczonym wzrokiem powiedziałam:
-Czemu mówisz mi to tak późno?
-Chciałem Ci powiedzieć w Irlandi. Jednak ty nie pojechałaś ze mną. To zamierzałem powiedzieć ci jak wrócę, ale wtedy się okazało że jesteś z Zaynem. Nie miałem odwagi.
-Wiesz, też Cię kocham, ale jak przyjaciela. Nie czuję do Ciebie tego co do Zayna, przepraszam.
-No tak –powiedział ze złością ? I wyskoczył przez okno. A ja stałam jak bym była wmurowana. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Czy to może być prawda?
Byłam zła na siebie. Może powiedziałam coś nie tak i go zraniłam?
Położyłam się spać, ze łzami o oczach..
O boże, jak to możliwe, że taki krótki rozdział pisałam godzinę? :O Ja to mam ruchy O.o
I jak się podoba? Dlugo musiałam czekać na te 6 kom, nie? Tyle osób wchodzi, tyle czyta a tyle komentuje. O jezusiu :O
6 kom = nowy rozdział, nie Ma lekko, przykro mi xd

Muszę wam napisać że przeczytałam na asku. Takich chłopak, fejm, napisał parę rzeczy z dzieciństwa a oto jedno:
„kiedy miałem 9 lat miałem lekcje judo, i jak się rozgrzewaliśmy to puściłem głośno bąką.
Patrząc na sąsiadkę powiedziałem „JEZUSMARIA COŚ TY JADŁA, FUU”
Po treningu, jej chłopak z nią zerwał”
„Kiedy byłem mały lubiłem chodzić do przedszkola, i kiedy moja mama po mnie przychodziła, mówiłem przedszkolance, że w domu dają mi narkotyki, tylko żeby zostać dłużej w przedszkolu. Przedszkolance nie było do śmiechu”
Hahahahha, czy tylko ja jak to przeczytałam to aż płakałam ze śmiechu? Możliwe że tak, bo ja mam swietne poczucie humoru i śmieję się nawet z najgłupszej, nawet nie śmiesznej rzeczy XDDD

niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 21.

Powoli doszłam do domu. Obawiałam się trochę, no bo zaczynało się robić ciemno, a on został tam sam… no ale cóż. Sam chciał. Weszłam do domu chłopaków i weszłam do salonu, czyli tam gdzie oni siedzieli. Oznajmiłam że wracam już do domu i pożegnałam się z nimi. Oczywiście do drzwi odprowadził mnie Zayn
-Czemu już idziesz?
-No muszę jeszcze coś sprawdzić, załatwić.
-No okej. A gdzie Niall?
-Powinien niedługo wrócić. –rzuciłam w jego stronę sztuczny uśmiech, po czym dałam buziaka i wyszłam z domu. Do siebie nie miałam daleko, bo chyba zaledwie 10 kroków. Doszłam nawet nie w minutę. Otworzyłam drzwi, przy których od razu ściągnęłam buty. Poszłam szybko do siebie na górę. Od razu odpaliłam laptopa, po czym załatwiłam to co chciałam. Miałam nadzieję że niespodzianka się spodoba. A paczka przyjdzie szybko.
 Zamknęłam laptopa i poszłam do łazienki. Tam szybko ściągnęłam swoje ciuchy i weszłam pod prysznic. Umyłam się dokładnie i wyszłam z pod niego, owijając się ręcznikiem. Szybko wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki, kierując się do pokoju. Tam podeszłam do szuflady i wyciągnęłam z niej bieliznę. Po czym opuściłam ręcznik tak że opadł mi do kostek. Szybko ubrałam wyciągniętą bieliznę. Po czym nałożyłam na swoje ciało jakąś luźną bluzkę. Ręcznik odniosłam tam gdzie był prędzej i położyłam się spać.
              Następny dzień
Obudziłam się o 8:12. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół. Zjadłam śniadanie, po czym udałam się do łazienki. Tam zrobiłam lekki makijaż, umyłam zęby, a kiedy już schodziłam na dół. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam otworzyć i tak jak się spodziewałam był to „listonosz”, ale trochę taki inny, ponieważ ten przychodzi o wiele, wiele szybciej niż normalny.
Wyciągnęłam z koperty, zamówione „rzeczy” i schowałam je do torebki. Po czym napisałam sms-a do Nialla że przyjdę po niego o 9:30. I zabrałam się do zrobienia małego torciku. Który kiedy już się upiekł, zapakowałam i schowałam do torebki.
A kiedy już zbliżała się godzina wyznaczona to zamówiłam taką lepszą „taxówkę” i poszłam po Nialla. Oczywiście to on otworzył, bo reszta zapewne jeszcze spała. Od razu się z nim przywitałam i bez słowa pociągnęłam go do samochodu. Kiedy już wygodnie siedzieliśmy, wyciągnęłam z torebki ciasto i dałam je chłopakowi. Był zachwycony, ponieważ jak to on powiedział „Nie jadł śniadania”. Wiedziałam że to tylko wymówka. Przecież on je wszystko co mu się da, bez umiaru.
   Taxówkarz wiedział gdzie ma jechać, a Niall nie, to niespodzianka. Zatrzymaliśmy się pod Nando`s. Niall był zachwycony. Tam oczywiście zamówiliśmy pizzę. I raz dwa ją zjedliśmy. Potem poszliśmy do wesołego miasteczka. Świetnie się bawiliśmy. Telefon miałam wyłączony, żeby nikt nie przeszkadzał.
Z Niallem robiliśmy sobie dużo zdjeć, żeby uwiecznić ten dzień….
    O 17:00 wyszliśmy z wesołego i pojechaliśmy na największą niespodziankę tego dnia. Niall niczego się nie spodziewał. Kiedy już taxówka się zatrzymała, zawiązałam Niallowi oczy i pomogłam mu wyjść. Kiedy już znaleźliśmy się na wyznaczonym miejscu i usiedliśmy odwiązałam mu oczy. Zobaczył wtedy że siedzi w pierwszym rzędzie, na meczu o którym marzył od zawsze. Może nie znałam go za długo, ale dużo wiedziałam. Wiedziałam że marzył o tym meczu od zawsze. Ale nigdy nie miał czasu żeby tam pójść. Był mi wdzięczny! Cały czas dziękował! A ja cieszyłam się że mogłam mu sprawić przyjemność, po tym wczorajszym…
    Po meczu wróciliśmy do domu. Zaprosiłam go do siebie. Zrobiłam nam herbaty i przyniosłam jakieś ciastka. Jednak Niall już nie był głodny. Nie dziwię się skoro na meczu ciągle jadł z przejęcia.
Cieszę się że ten czas minął nam mile. I cieszę się że nikt nam nie przeszkadzał.
-Dziękuję –powiedział po dłuższej chwili ciszy, Niall
-Nie ma za co. Chciałam Ci to jakoś wynagrodzić i udało się.
-Ale jesteś pewna siebie. –powiedział cicho się podśmiewając
-To powinieneś wiedzieć od dawno słonko.
Znowu cisza. Niall usiadł przy biurku i złapał do rąk gitarę, po czym zaczął na niej brzdąkać. Słucham z przejęciem. Podziwiam go za to. Umie tyle piosenek. Kiedy on się tego uczy? Przecież ciągle mają jakieś próby, koncerty, spotkania. No i jakiś czas na odpoczynek. Naprawdę go podziwiam.
Niall przeniósł się na łóżko. Po czym zapytał:
-Chcesz spróbować?
-Ja już nic nie umiem. Dawno nie grałam.
-To ja cię nauczę
Podał mi gitarę, którą mocno złapałam i  przygotowałam się do grania. Niall złapał mnie za ręce i zaczął nimi ruszać. Zaczęłam sobie przypominać wszystko. Znowu poczułam tą radość, która zawsze przepełniała mnie od środka. Piękne muzyka rozeszła się po pokoju. Ale najlepsze było to że to my ją „stworzyliśmy”. To było miłe. Przypominałam sobie jak to było kiedyś. Kiedy się tu przyprowadziłam. Kiedy znałam tylko go. Pożałowałam że to już się skończyło. Że to Niall musiał mi o sobie i o tym czasach przypomnieć. Bo ja zauroczona Zaynem, zachowywałam się jakbym miała klapki na oczach…Teraz żałuję tego. I cieszę się że Niall mi to wybaczył. Jednak jest wspaniałym przyjacielem.

    Kiedy Niall już wrócił do siebie. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamkę i usnęłam. 
__________________________________
Nie wiem co robię źle, że jak nie napiszę ile ma być kom, to dajecie tylko 4! Naprawdę nie wiem co robię źle! Czemu przestaliście komentować? Może i rozdziały nie są już takie fajne jak na początku, no ale bez motywacji one nigdy nie będą lepsze. Czy tylko ja zauważyłam że kiedy komentował każdy kto czytał (było was mniej niż jest teraz) to rozdziały były lepsze. A jak nie komentuje nawet połowa to rozdziały są takie że aż wstyd mi je wstawiać. Czy tylko ja to zauważyłam? Serio?! 
Proszę napiszcie mi czemu nie komentujecie tak jak kiedyś, napiszcie mi co robię źle, a spróbuję się poprawić!
   A jak na razie: 
         7 KOM = NOWY ROZDZIAŁ 
                        

czwartek, 27 czerwca 2013

Infooooo. :D

Siemka xD
Chciałam wam napisać że założyłam z przyjaciółką bloga z imaginami. Na razie pojawił się tam tylko jeden mój, który raczej czytaliście, ale sama nie wiem do końca. No i dwa mojej przyjaciółeczki Zośki <33
Bardzo bym PROSIŁA (nie, nie każę, bo nie którzy tak myślą -.-) żebyście zajrzeli, przeczytali no i skomentowali, to napewno pomoże nam pisać, a szczególnie Zosi, bo jak dla mnie to ona ma talent, i ma ona bloga, ale nikt jej prawie nie komentuje, jedynie ja, przyjaciółka Ola i tylko jedna dziewczyna :C Smutne :C A ja kocham jej opowiadanie :) Więc nie wiecie nawet jakby było jej miło <3333
Jakbyście mogli to pokazujcie go znajomym, myślę że im więcej czytelników, tym lepiej :) 

A i założyłam TumblraZajrzyjcie, obserwujcie. :) Możecie też podać wasze i też zaobserwuje :) 
Może głupi link, ale okej hahaha xd

środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 20.

Już wylądowałam i właśnie szłam z walizką z samolotu. Miło było znowu zobaczyć to piękne miasto –Londyn. Szczęśliwa opuściłam lotnisko i wsiadłam do pierwszej lepszej taxówki. Tam zawsze stoi ich pełno. Więc nie trzeba na nie czekać. To jest jeden plus dla Londynu. Nie ma tak jak w Polsce. Nie będę już pisać bo każdy wie, jak jest u nas….. no więc wracając… taxówka zawiozła mnie pod sam dom. Zapłaciłam, a mężczyzna pomógł mi z walizką. Wzięłam ją w rękę i pociągnęłam za sobą w stronę domu. Drzwi były otwarte więc otworzyłam je i po prostu weszłam.
-Zapomniałeś czegoś? –usłyszałam głos babci, dochodzący z kuchni. „Jej miejsce” –pomyślałam.
Ściągnęłam buty, walizkę zostawiłam tam gdzie ją postawiłam zaraz po wejściu, a torbę z ramienia wrzuciłam w kont. Podążyłam do kuchni. Lekko otworzyłam drzwi i podeszłam do babci od tyłu, po czym ją przytuliłam.
-Tęskniłam –wyszeptałam jej w ucho, a ta się odwróciła i z uśmiechem na twarzy, złapała moją twarz w dłonie i dała mi buziaka w policzek.
-Cieszę się że już wróciłaś –wypaliła
-Ja też się cieszę.
-No to leć się przywitać z przyjaciółmi
-Dziękuję –teraz to ja dałam jej całusa i szybko wybiegłam z kuchni. Szybkim ruchem nałożyłam na nogi buty, na ramię z powrotem nałożyłam torbę i wyszłam z domu. Robiłam duże kroki, by jak najszybciej znaleźć się w domu Ariany.
      Po 20 minutach doszłam do celu. Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Drzwi bardzo szybko otworzyła mi Ariana. Gdy mnie zobaczyła zaczęła piszczeć i skakać oraz rzuciła mi się na szyję. Kiedy już skończyła przytulanie, czyli przywitanie, to wpuściła mnie do środka. Nalała picia no i zaczęła mnie wypytywać. Wiadomo o kogo. Była ciekawa czy dam mu szansę, czy też nie. Jednak ja nie chciałam teraz o nim rozmawiać. Przecież dopiero co się od tego uwolniłam….no więc od razu zmieniłam temat, i na szczęście Ariana odpuściła.
      Po godzinnym rozmawianiu postanowiłam już wracać. Ariana chciała być miła więc postanowiła mnie odprowadzić. Nałożyłam buty na nogi i wyszłyśmy. Ciepły powiew wiatru zagościł na mojej skórze. Włosy zwiały do tyłu, a kaptur który miałam na głowie spadł. Poprawiłam go i razem z Arianą ruszyłam w drogę powrotną. Cały czas rozmawiałyśmy. Nie wiem czemu ale jakoś cały czas miałam z nią tematy….
    Kiedy w końcu doszliśmy. Pożegnałam się z Arianą no bo nie chciała już wchodzić. Stałam przed drzwiami i chciałam wejść dopiero jak stracę ją z oczu… no więc gdy już jej nie widziałam, złapałam za klamkę i nacisnęłam ją, jednak nie zdążyłam wejść a usłyszałam za sobą czyjeś wołanie
-Patrycja!
Odwróciłam się i dostrzegłam Niall, biegnącego w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niego. Gdy już znalazł się przy mnie, od razu mnie przytulił i zaczął wypytywać dlaczego nie przywitałam się, no i dlaczego nie pisałam, nie dzwoniłam… szczerze? No to miałam zamiar do niego przyjść. Musiałam jeszcze porozmawiać z Zaynem. No więc powiedziałam Niallowi że chciałam wpaść, no to się ucieszył i mnie puścił. Chciałam go zaprosić do środka, lecz zauważyłam Zayna wracającego do domu. Zaczęłam patrzeć za nim, aż musiałam stanąć na palcach. Niall to zauważył, więc odwrócił się. Mina mu zrzędła. Lecz powiedział:
-Idź do niego
-Naprawdę? Nie będziesz zły?
-Nie. Idź
-Dziękuję –dałam mu buziaka w policzek i poleciałam do Zayna.
-cześć –przywitałam się.
-Hej –powiedział nie dowierzając że to ja.
-Możemy porozmawiać? –gdy to powiedziałam, rozglądnęłam się. Blondyn przechodził koło nas, ze smutną miną. Aż żal mi się zrobiło. Przecież kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Byliśmy nie rozłączni. A teraz?
-Możemy –z zamyślenia wyrwał mnie Zayn
-A więc, zastanawiałam się nad tym długo i postanowiłam dać ci tę drugą szansę. Każdy na nią zasługuje. Nawe ty. –chłopak się uśmiechnął – Doszłam do wniosku, że bez ciebie nie dałabym sobie rady.
-Kocham Cię –odpowiedział tylko tymi dwoma słowami, może nic wielkiego, ale ja naprawdę na nie czekałam… Pocałował mnie.
    Postanowiliśmy że pójdziemy do Zayna, czyli do chłopaków do domu. Ściągnęłam ładnie buty i udałam się do kuchni, a chłopaki, oprócz Nialla, siedzieli w pokoju. Nalałam sobie do szklanki soku i odwróciłam się w stronę drzwi. Właśnie wszedł blondyn, jednak gdy mnie zobaczył cofnął się.
-Niall poczekaj! –powiedziałam głośniej niż zazwyczaj
-Co? –zapytał się, patrząc mi w oczy. Jego spojrzenie było takie puste, aż przerażające.
-Coś się stało? Byłeś taki radosny, a jak Zayn przyszedł miałeś minę jakbyś chciał zabić. Pokłuciliście się?
-Nie –odpowiadał stanowczo patrząc w podłogę
-Ale ja widzę, dziwnie się zachowujesz
-Wybaczyłaś mu?
-No tak, kocham go
-No właśnie, nie mamy o czym rozmawiać
-Ale dlaczego? Co się stało?
-Widzisz….kiedyś potrafiliśmy ze sobą rozmawiać.
-CO to znaczy?
-To znaczy że od kiedy jesteś z Zaynem, już masz mnie gdzieś
-Przepraszam
-Nie przepraszaj, tylko to zmień….Chodź –pociągnął mnie za rękę
Poszłam za nim. Po drodze jeszcze zajrzałam do chłopaków, do pokoju i powiedziałam że wychodzę. To tyle. Szliśmy z Niallem w ciszy. Szedł bardzo szybko, już nie nadążałam
-czemu tak szybko idziesz? –w końcu zapytałam, dochodząc do blondyna
-Nie chce tracić twojego cennego czasu.
-Wcale go nie tracisz
-Ja mam inne zdanie.

Nic nie odpowiedziałam. Jego zachowanie było conajmniej dziwne. Ale na szczęście zwolnił. Cały czas szedł z kapturem i ze spuszczoną głową. W końcu zaczął coraz bardziej zwalniać. Aż stanął przy jednej z ławek w parku. Rozejrzałam się. Dokładnie wiedziałam gdzie byliśmy. Przypomniał mi się tamten dzień:
"Potem już opuściłam dom wraz z Niallem.
        Szliśmy cały czas przed siebie, ja nawet nie wiedziałam gdzie, ale w końcu znaleźliśmy się w jakimś parku, cieszyłam się bo strasznie bolały mnie nogi.

-Usiądziemy.? -spytałam.
-Możemy.- uśmiechnął się blondyn.
Usiedliśmy na jednej z ławek, ale nie siedziałam tam za długo, bo za chwilę powiedziałam:
-Ja zaraz wracam, poczekaj tu.
-No dobrze. -odpowiedział Niall, a ja szybko pobiegłam do sklepu który był mały kawałek za "naszą" ławką.
      Po zrobionych "zakupach" poszłam z powrotem do Nialla.
-Wróciłam.! -powiedziałam głośniej niż za zwykle- A co ty tu robisz.?
-Zobacz -pokazał palcem na napis wyryty na ławce:
-Jeny...znamy się tylko dwa dni.? -zaśmiałam się- ale też sądzę że będziemy najlepszymi przyjaciółmi. -przytuliłam mojego blondynka, na co ten tylko się uśmiechnął." 
-Pamiętasz co powiedziałaś? -zapytał Niall- powiedziałaś że będziemy najlepszymi przyjaciółmi. 
-A nie jesteśmy? 
-A jesteśmy? Ty serio nie zauważyłaś że przestaliśmy ze sobą spędzać czas? Nie widzisz tego że od kiedy jesteś z Zaynem nie masz dla mnie czasu? Tamte czasy były najlepsze. To było najlepsze co mnie w życiu spotkało. Nie chciałem żeby to się kończyło. No ale niestety, wtedy do twojego życia wkroczył Zayn i wszystko zepsuł. Pytałaś mnie czy jesteśmy pokłuceni. Może i nie jesteśmy, ale tego co zrobił nie wybaczę mu nigdy.
-A co zrobił? 
-Zabrał mi przyjaciółkę, najlepszą na świecie. 
-Ale przecież jesteśmy przyjaciółmi. -uśmiechnęłam się i go przytuliłam. 
-Ale nie takimi jakimi byliśmy....- po dłuższej przerwie powiedział -mogłabyś mnie zostawić samego? 
-Oczywiście. -puściłam do z objęć, on usiadł na ławce, a ja poszłam do domu. 
----------------------------------
hahahaha, macie ten dłuższy rozdział :DDD Ohh JEA! 
Dobra głupawka! XDD
A teraz wracając... dużo osób wchodzi, ale mało komentuje...chciałabym, albo nie ja PROSZĘ żeby każdy kto czyta skomentował ten rozdział, to dla mnie bardzo ważne. :CCC Będę wdzięczna jeżeli dacie o sobie znak. 
AAaaaa i to już 20 rozdział, nie chciałabym na takim kończyć..